wtorek, 14 kwietnia 2015

Prolog

,,What would you do if I told you I hate you?
What would you say if I told you I hate you?''
~ ,,Dead Bite'' Hollywood Undead

  - Eve, musisz wstać.
  - Mamo, idź spać - wymamrotała Evelinne, kiedy Rachel usiadła na brzegu łóżka siedmiolatki. Dwudziestopięciolatka jedynie wywróciła oczami, zdzierając z córki kołdrę. Eve Collins nigdy nie chciała wstać rano do szkoły, pomimo tego, że wstawała o siódmej trzydzieści. Jej mama, Rachel, wstawała o szóstej, aby przygotować jej drugie śniadanie, uprasować mundurek i przygotować się do pracy.
  - Evelinne Margaret Collins!
  - Mamo, idź spać - powtórzyła znudzona dziewczynka, przewracając się na drugi bok.
  - Eve, za dziesięć minut widzę cię na dole, już ubraną, i z uśmiechem na ustach, bo możesz zapomnieć o bajkach. - Rachel nienawidziła karać córki, nawet grozić jej zabraniem telefonu, mp3, komputera albo zabronieniem wyjścia na dwór. Evelinne niestety odziedziczyła charakter po ojcu i, co się z tym wiązało, dziadku.
  Jason i Jack Chase byli niemalże dwoma kroplami wody, ale tylko jeśli chodzi o zachowanie, sposób mówienia czy poruszania się. Oboje byli sprytni, ponadprzeciętnie inteligentni, co Rachel przyznawała z ciężkim sercem, a także niemożliwie irytujący. Jason miał równe trzydzieści lat, gęste, brązowe włosy i oczy w kolorze gorącej czekolady. Jego opalona skóra i wyrzeźbione ciało wręcz kusiło, aby dotknąć, co, oczywiście, wykorzystywał, a nienaganne maniery nie odpychały dziesiątek kobiet. Jack miał przerażająco niebieskie oczy i zaczynał powoli siwieć, a na jego twarzy pojawiały się zmarszczki, mimo to utrzymywał przy sobie kolejną - chyba piątą - żonę. Phoebe Chase miała zaledwie trzydzieści dwa lata i nikt nie wiedział, o którego Chase'a jej chodziło. Przymilała się do obu, słodząc na każdym kroku. Jack, jako gentleman, po dokładnie roku, pięciu miesiącach i trzech dniach miał zamiar wystąpić do sądu o rozwód. To była jego tradycja, z każdą kobietą był o jeden dzień dłużej od poprzedniej. 
  Rachel wyszła z pokoju córki, po czym zeszła po drewnianych, szerokich schodach na parter. Jason był na tyle dobroduszny, że przysyłał co miesiąc kilka tysięcy dolarów na swoje jedyne dziecko, nie chcąc się jednak z dziewczynką za często widywać, tak więc, kiedy Rachel nie mogła zająć się Eve, robiła to jej przyjaciółka, Tara, albo siostra chłopaka. Hayley Accardi na początku wydawała się rozpieszczoną gówniarą, jednak od razu zyskała sympatię Evelinne, ze wzajemnością, i, kiedy tylko mogła, wpadała, żeby zobaczyć się z bratanicą. Dziewczyna miała zaledwie osiemnaście lat, ale była jedną z najlepszych projektantek mody w kraju, więc często wyjeżdżała na różne spotkania, pokazy czy sesje zdjęciowe. 
  Dwudziestopięciolatka zdążyła postawić na stole w kuchni talerz z kanapkami i szklankę soku pomarańczowego, kiedy jej telefon rozdzwonił się, a ona usłyszała ''Dead Bite'' Hollywood Undead. Wyjęła z kieszeni jeansów telefon i odebrała, nie patrząc, kto dzwoni do niej o tak nieludzko wczesnej porze. Mimo tego, że Rachel wstawała o szóstej pięć razy w tygodniu, dziesięć miesięcy w roku, z całego serca nienawidziła ranków i, kiedy tylko mogła, spała jak najdłużej się dało.
  - Tak, słucham?
  - Rache, jest sprawa - w słuchawce odezwał się zaniepokojony głos Thomasa, a Collins jęknęła mimowolnie.
  - Czy Jack znowu chce mnie zwolnić? Znowu mam mu szykować ślub? Czy kolejny rozwód? A może Jason coś wymyślił?
  - Nie, ale nie mogę dzisiaj przyjść, więc musisz się zająć wszystkimi spotkaniami Jacka. Prześlę ci na maila, okay?
  - Cholera - przeklęła cicho. Zerknęła na zegarek na lewym nadgarstku. 7.35. - O której jest pierwsze spotkanie?
  - O dziewiątej, ale musisz wpaść do biura po papiery. Są na moim biurku, masz klucze?
  - Tak, Tommy, mam klucze. Dzięki, że pytasz, czy się zgadzam - jęknęła sarkastycznie.
  - Wiesz, że tylko ty możesz mnie zastąpić. - To akurat była prawda. Rachel i Thomas byli asystentami Jacka Chase'a, choć często również jego syna. Zazwyczaj Thomas jeździł na spotkania, a Rachel zajmowała się papierkową robotą. Jednak, kiedy jedno z nich nie mogło pracować, drugie miało ogrom pracy. Rachel już wyobrażała sobie swój dzień, spotkanie za spotkaniem, a pomiędzy nimi wypełnianie papierów, załatwienie lunchu dla dwóch z trzech prezesów Chase&Accardi i załatwianie w biegu niańki dla Eve.
  - Tak, też cię kocham, Rache. Cześć - Thomas rozłączył się, kiedy Collins otworzyła usta, żeby zacząć rzucać niezbyt przyjemnymi epitetami. Dziewczyna tylko zmełła w ustach przekleństwo, a do pomieszczenia weszła Evelinne.
  - Coś się stało, mamo? - zapytała cicho, patrząc na mamę, ściskającą w dłoni telefon.
  - Nie, Evelinne, zjedz śniadanie, dobrze? Zaraz wrócę, tylko się przebiorę. - Rachel ruszyła do swojego pokoju, zastanawiając się, jak duży mandat dostanie, żeby zdążyć odwieźć Eve na ósmą.